#bl
#bl
#bl
#bl
#bl
#bl
#bl
#bl
#bl
#bl
#bl
#bl
#bl
#bl
#bl
#bl
#bl
#bl
#bl




     Ankieta  
 
Czy jesteś za abolicją abonamentu rtv?
 
   Informacje

GBP: Początek Brexitu 29 marca!
20.03.2017 13:39
Wielka Brytania powinna zapłacić UE ponad 60 mld euro
Wielka Brytania powinna zapłacić UE ponad 60 mld euro / AFP
Brytyjski minister ds. wyjścia z UE David Davis oświadczył w poniedziałek, że 29 marca rząd "zrealizuje decyzję podjętą przez wyborców w czerwcu zeszłego roku". "Jesteśmy u progu najważniejszych negocjacji naszego pokolenia" - dodał.

Komisja Europejska zapewniła że jest gotowa do rozpoczęcia negocjacji w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE po tym, jak rząd w Londynie zapowiedział, że 29 marca prześle notyfikację w tej sprawie.

 

Rzecznik premier May powiedział, że brytyjski rząd chce, aby rozmowy rozpoczęły się niezwłocznie. Brytyjski minister do spraw Brexitu, David Davis, przypomniał w oświadczeniu, że Brytyjczycy zaaprobowali historyczną decyzję o opuszczeniu Unii Europejskiej w referendum 23 czerwca zeszłego roku.

Dodał, że w przyszłą środę rząd zrealizuje tę decyzję i formalnie rozpocznie proces wychodzenia ze Wspólnoty, uruchamiając artykuł 50. "Jesteśmy na początku najważniejszych w skali pokolenia negocjacji dla tego kraju" - napisał minister Davis. W zeszłorocznym referendum za wystąpieniem z Unii zagłosowało 52 procent Brytyjczyków. Wielka Brytania będzie pierwszym krajem, który opuści Wspólnotę.



Rząd w Londynie nie ma planu na Brexit, mówi w rozmowie z Polskim Radiem szkocki minister ds. Europy Alasdair Allan. I dodaje, że wywołuje to obawy Polaków o ich przyszłość na Wyspach.

- Jasne jest dziś, że Londyn nie przygotował żadnych planów na Brexit. To niezwykle niepokojące dla obywateli Zjednoczonego Królestwa, ale szczególnie dla obywateli europejskich, którzy tu mieszkają. Przeprowadzam wiele rozmów choćby z Polakami. Oni są sfrustrowani faktem, że nie mają jasnej informacji co do swego statusu jako obywateli, albo tego, jak w przyszłości będzie wyglądać ich prawo do pozostania na Wyspach - mówi minister.

Minister Allan dodaje, że Edynburg nie może dać Polakom, Rumunom czy Francuzom gwarancji, ponieważ kompetencje ws. imigracji są dziś zarezerwowane dla rządu centralnego w Londynie. Allan przypomina w tym kontekście, że unijni imigranci będą mogli wziąć udział w drugim referendum niepodległościowym, którego domaga się szkocki rząd.

............................



Komisja Europejska obliczyła, że występując z UE Wielka Brytania powinna zapłacić jej ponad 60 mld euro z tytułu wspólnych należności - napisał dzisiejszy "Frankfurter Allgemeine Zeitung". Niemiecki dziennik dodaje, że rząd w Londynie milczy o tej sprawie.

- Chodzi o coś, o czym premier Theresa May nie zająknęła się dotąd ani słowem: ten, kto wychodzi z Unii, musi zapłacić. Dotyczy to wypłaty emerytur, otwartych rachunków, obiecanych wkładów w unijne programy, poręczenia dla wspólnych długów - podkreśla gazeta.

Dla porównania "FAZ" podaje, że w 2015 roku Wielka Brytania wpłaciła do unijnego budżetu ponad 11 mld euro.

- Negocjatorzy w Brukseli zdają sobie sprawę, jak kontrowersyjna to sprawa. Z powodu tych 60 mld euro mogą załamać się rozmowy o uporządkowanym Brexicie (...). W Brukseli od dawna zdziwienie budzi fakt, że Londyn puszcza ten temat całkowicie mimo uszu - pisze dziennik.



"FAZ" uważa, że wobec takiej postawy Komisja Europejska znalazła dyplomatyczny sposób na przekazanie władzom Wielkiej Brytanii złych wieści i zrobiła to za pośrednictwem opublikowanego w lutym raportu Alexa Barkera, dziennikarza "Financial Timesa".



Rzecznik KE skomentował wówczas raport przy użyciu obrazowego porównania: kiedy ktoś stawia piwo swoim 27 przyjaciołom, a następnie przed czasem opuszcza pub, to i tak musi uregulować rachunek. Rzecznik nie potwierdził wyliczeń zawartych w raporcie, ale - jak pisze "FAZ" - nieoficjalnie potwierdzają je "wszyscy zajmujący się Brexitem", w tym przewodniczący KE Jean-Claude Juncker, a ostatnio w wywiadzie kanclerz Austrii Christian Kern.



Największa pozycja to tzw. środki na zobowiązania - w przypadku Wielkiej Brytanii chodzi o dotychczasowe zobowiązania. "To brukselska osobliwość: państwa udostępniają środki, które są uwzględniane w planowaniu, a rachunek przychodzi w nieokreślonej przyszłości - nie musi to być ani ten sam rok, ani nawet ta sama wynosząca siedem lat perspektywa finansowa (tj. budżet unijny)" - tłumaczy "FAZ".



W przypadku Wielkiej Brytanii środki na zobowiązania wynoszą 29 mld euro (z brytyjskim rabatem) lub 36 mld euro (bez rabatu). KE skłonna jest stosować rabat do wszystkich powinności Londynu, ale niektóre kraje UE nie podzielają tego stanowiska - podkreśla "FAZ".



Druga pozycja to wydatki w ramach unijnego budżetu (na fundusze strukturalne) w latach 2019-2020 - 17 mld euro (z rabatem) lub 22 mld euro (bez). Jest to okres już po planowanym zakończeniu negocjacji w sprawie Brexitu, jednak KE argumentuje, że wynika to z wcześniejszego zobowiązania Brytyjczyków w porozumieniu z Komisją, dotyczącego finansowania całej perspektywy finansowej, kończącej się w 2014 roku.



Trzecia pozycja to zobowiązania z tytułu wypłacania świadczeń emerytalnych dla emerytów unijnych instytucji, czyli w przypadku Wielkiej Brytanii ok. 8-10 mld euro.



Na kolejne 10 mld euro opiewa brytyjski udział w kredytach i poręczeniach, za pomocą których KE wspiera wymagające pomocy państwa członkowskie. "Jeśli te państwa stopniowo spłacą zaciągnięte należności, wszystko gra. Ale co będzie, jeśli Irlandia lub Portugalia nagle splajtują?" - pyta "FAZ".



Gazeta wskazuje, że różne są wyjściowe pozycje Londynu i reszty UE w przyszłych negocjacjach. "Rząd brytyjski chciałby najpierw rozmawiać o świetlanej przyszłości, o porozumieniu o wolnym handlu i uprzywilejowanym dostępie do unijnego rynku. (Wychodzi z założenia, że) im większą skłonność do ustępstw wykaże UE, tym większą hojność okaże (Londyn) w kwestii kosztów secesji i gwarancji praw unijnych obywateli (w Wielkiej Brytanii). (...) UE z kolei chce najpierw zakończyć procedurę Brexitu (...) i dopiero po osiągnięciu porozumienia mówić o przyszłych relacjach i okresach przejściowych".

Według "FAZ" 27 krajom UE zależy na kompromisowym rozwiązaniu choćby po to, by odzyskać pieniądze należne jej ze strony Wielkiej Brytanii. "Mimo to Komisja Europejska opracowała plan na najgorszy wypadek i poleciła swej Dyrekcji Generalnej analizę skutków nieuporządkowanego Brexitu we wszystkich dziedzinach" - podkreśla "Frankfurter Allgemeine Zeitung".





Spokój złotego, spadki na GPW



Złoty stabilizuje się po piątkowym silnym umocnieniu, w następstwie którego euro i dolar wróciły do poziomów z początku lutego, a frank był najtańszy od 4 miesięcy. Dużo ciekawej jest na GPW, gdzie trwa wyprzedaż po piątkowej zwyżce, sugerująca koniec ponad 4 miesięcznej hossy.



Początek tygodnia na rynku walutowym upływa w spokojnej atmosferze. O godzinie 14:04 kurs EUR/PLN testował poziom 4,2830 zł, dolar 3,9850 zł, a szwajcarski frank 3,9955 zł. We wszystkich trzech przypadkach są to poziomy zbliżone do tych z piątkowego zamknięcia, gdy złoty na fali dobrych nastrojów na rynkach globalnych (podobnie zachowywał się m.in. węgierski forint) i pomimo nieco rozczarowujących danych z polskiej gospodarki (produkcja, sprzedaż i inflacja PPI były poniżej prognoz), mocno zyskał na wartości. W efekcie na koniec tygodnia kursy EUR/PLN i USD/PLN wróciły do poziomów z początku lutego, gdy wyznaczone zostały dołki. Notowania CHF/PLN pokonały zaś psychologiczną barierę 4 zł i znalazły się najniżej od 4 miesięcy.



Dziś niewiele też się dzieje na funcie, za którego trzeba zapłacić 4,9350 zł, co oznacza stabilizację na poziomach z poprzedniego tygodnia. Większych emocji nie wywołało zapowiedziane na 29 marca oficjalne uruchomienie Artykułu 50 Traktatu Lizbońskiego, czy de facto oficjalny początek BREXIT-u.



Ten poniedziałkowy spokojny handel na krajowym rynku walutowym to przede wszystkim wpływ niewielkich zmian na EUR/USD, braku potencjalnych impulsów, ale też i zapowiedź równie spokojnego tygodnia, który pozbawiony będzie naprawdę ważnych publikacji makroekonomicznych i innych wydarzeń, mogących budzić emocje.



Publikowane w piątek wstępne odczyty indeksów PMI od Japonii, przez Europę, aż po USA powinny pozostać na wysokich poziomach, wpisując się w dotychczasowy osąd sytuacji (i nie dając nowych impulsów). Wystąpienie Janet Yellen i innych przedstawicieli Fed po zeszłotygodniowym posiedzeniu FOMC przejdzie bez echa. Ustalenia Szczytu Unii Europejskie mogą mieć wpływ, ale tylko długoterminowy. A prezydent Trump podczas swojego wtorkowego wystąpienia prawdopodobnie ponownie nie odpowie na nurtujące rynki finansowe pytania.



Aktualny układ sił na wykresach EUR/PLN i USD/PLN każe sądzić, że lutowe dołki, które przed 1,5 miesiącem inwestorzy uznali za atrakcyjne do kupna walut pomimo dobrych nastrojów na świecie oraz przyspieszenia wzrostu gospodarczego i skoku inflacji w Polsce, ponownie zostaną wykorzystane do kupna walut.



Podobnie prezentuje się sytuacja na GBP/PLN, gdzie w styczniu i lutym zejście poniżej 5 zł było wykorzystywane do zakupów funta, który następne był sprzedawany w okolicach 5,10 zł.



Najciekawiej prezentuje się sytuacja na wykresie CHF/PLN. Dotychczas bliskość poziomu 4 zł była traktowana jako okazja do kupna franka. Teraz ten psychologiczny poziom został pokonany. To może sugerować nawet zejście do 3,90 zł. Ten scenariusz trafiłby jednak do kosza, gdyby frank jutro lub w środę wrócił ponad 4 zł. Wówczas piątkowy spadek okaże się zwykłą pułapką zastawioną na sprzedających CHF/PLN, a kurs prawdopodobnie wróci do 4,05-4,06 zł.



Dzisiejszy spokój rynku walutowego kontrastuje z tym co dzieje się na warszawskiej giełdzie. Po 5. godzinach handlu indeks WIG20 traci 1,26% i spada do 2268 pkt. Tym samym razem z węgierskim BUX-em negatywnie wyróżnia się on na tle innych europejskich indeksów (np. DAX traci tylko 0,3%, a CAC niecałe 0,4%).



Pesymistyczną wymowę powyższego obrazu sytuacji dodatkowo podkreśla jeszcze to co stało się w piątek. Wówczas WIG20 na bardzo dużym obrocie (w pewnym stopniu był to efekt rozliczania marcowych serii instrumentów pochodnych) w sposób nieudany zaatakował barierę 2300 pkt. To sugeruje, że mieliśmy w piątek do czynienia z tzw. dniem odwrotu, czyli z zakończeniem mającej swój początek w listopadzie fali wzrostów na WIG20. W takiej interpretacji teraz indeks dużych spółek powinien się cofnąć do 2200 pkt., żeby docelowo w późniejszym okresie cofnąć się do 2000 pkt.



Marcin Kiepas

główny analityk Fundacji FxCuffs





(IAR/PAP)

Więcej o: że Brexit brexit cameron funt
RSS - INTERIA.PL  Co to jest RSS ? »

 


 
 
   wyślij do znajomego « powrót  drukuj  
 


mWIG40    WIG    NIF
   KALENDARIUM
 
   15.06.2017 
WGPW  - Sesja giełdowa nie odbędzie się
   15.08.2017 
WGPW  - Sesja giełdowa nie odbędzie się
   01.11.2017 
WGPW  - Sesja giełdowa nie odbędzie się
   25.12.2017 
WGPW  - Sesja giełdowa nie odbędzie się
   26.12.2017 
WGPW  - Sesja giełdowa nie odbędzie się

  GBP: inne informacje
• Funt: mniej argumentów za zwyżkami
• BoE: Funt najgorsze ma za sobą?
• Dziś w centrum uwagi komunikat Banku Anglii
• Funt wstanie z kolan?
• Theresa May ożywiła rynki
• Pokerowe zagranie May
• May komplikuje Brexi
• Funt mocno zyskał mimo większej niepewności
• Brexit straszny tylko w Polsce
R E K L A M A